|
Na świat przyszedłem w październiku 1993 roku, jako "późniak". Tak bardzo podobało mi się w brzuchu mamy, że musiała mnie przenosić dwa tygodnie. Jednak zaległości szybko nadrobiłem bardzo prędko stawiając pierwszy krok. Niestety z mówieniem już nie było tak kolorowo. Idąc do przedszkola potrafiłem wymówić zaledwie kilka słów, ale znów mocno się starając po krótkim czasie nauczyłem się jako tako porozumiewać z innymi. W przedszkolu kochałem bawić się autami...i tymi dużymi na których można było tak śmiesznie jeździć, i tymi małymi, którymi sympatycznie poruszało się po dywanie. Może to tu narodziła się moja "miłość" do motoryzacji? Może...Ale na pewno wspomniana miłość nie jest tak wielka jak u Martyny Wojciechowskiej - mojej idolki, którą miałem szczęście poznać osobiście. W domu...kochałem przeglądać mapy i atlasy "jeżdżąc palcem" po całym świecie, pytając taty gdzie aktualnie się znajduję. Na ścianach całego mieszkania porozwieszane są przeróżne pamiątki, o d obrazków zaczynając, a na tybetańskim modlitewniku kończąc. Na ekranie telewizora najczęściej można obejrzeć jakiś podróżniczy program na TRAVEL`u, a na pulpicie komputera zawsze goszczą góry. Uwielbiam takie klimaty... I właśnie tu...w rodzinnym domu narodziła się największa pasja mojego życia - podróże. Jak narazie jeśli chodzi o na prawdę dalekie wyprawy, na przykład w Himalaje, czy na Alaskę, zostaje mi "jeżdżenie palcem po mapie", ale Polskę i okolice praktycznie mam zwiedzone wzdłuż i wszerz. Mówiąc podróże najczęściej na myśli mam góry. Te masywne, skalne szczyty przypominające jak mali i krusi jesteśmy są oszałamiające piękne. Zaczynałem jak większość...Do lina Kościeliska, Dolina Chochołowska przez Czerwone Wierchy, Wrota Chałubińskiego, aż po "Orlą Perć". Przy okazji "zaliczyłem" w wieku 6 miesięcy swój pierwszy szczyt - Krawców Wierch. Jeśli ktoś szuka w górach spokoju Tatry powinien omijać szerokim łukiem. I dlatego pokochałem też inne pasma górskie, jak choćby Beskidy, Sudety, czy nawet Góry Świętokrzyskie, a zwłaszcza Bieszczady, których "klimat", atmosfera, brak tłumów i "niedzielnych turystów", a do tego sympatyczni Zakapiorzy Bieszczadcy sprawiają, iż chce się tam wracać o każdej porze dnia i nocy. A co do Zakapiorów...są to ludzie, którzy uciekli od cywilzacji i swoich miast właśnie w Bieszczady. Żyją bez adresu, pieniędzy i nie raz śpiąc w paśnikach gdzieś w lesie, a co za tym wszystkim idzie nie znają gniewu i stresu. Czy to nie piękne? Nie myśle o uciecce z miasta, ale zwyczajnym zwolnieniu swojego trybu życia. Jestem pewien, że z Zakapiorów warto brać przykład... Ale to nie koniec moich "nietypowych" zainteresować. Moim kolejnym hobby jest muzyka. Już jako 4-latek, gdy mama pokazywała mi "osiedlową" podstawówkę mówiąc, że będę się w niej uczył, zaczynałem tupać nogami i wykrzykiwać, iż "Ja chcę do Szkoły Muzykalnej!!!" Czas płynął i ku małej uciesze rodziny moja "dziwna" obsesja nabierała jeszcze większego rozpędu. Nadeszły egzaminy do I klasy - zdałem, oczywiście wbrew wszystkim i wszystkiemu. Do tego świadomie nie spełniłem marzenia mamy, abym grał na "wiośle" i zacząłem naukę gry na fortepianie. W IV klasie stwierdziłem, że w sumie gra na gitarze może być przyjemna i życzenie zostało spełnione. Niestety w VI klasie z nieznanych nawet mi przyczyn zaprzestałem nauki, do której wróciłem w II semestrze I klasy/II stopnia i wraz z rozpoczęciem II klasy/II stopnia skończyłem w szkole grać na gitarze. Czy na zawsze? Raczej nie... Tak jak pisałem od I klasy gram na fortepianie. Do końca I klasy/II stopnia uczyła mnie Pani K.K., która niestety opuściła mury naszej szkoły z prywatnych powodów i w II klasie/II stopnia zastąpiła ją Pani B.S., przerywając pracę na koniec I semestru z tych samych powodów. W wyniku czego obecnie uczy mnie Pani E.J. Niby i pani B.S. i właśnie E.J. są sympatyczne, jednak Pani K.K. NIKT nie zastąpi. Oczywiście kontaktujemy się ze sobą, ale z niecierpliwością czekam na spotkanie oko w oko. Wraz z rozpoczęciem 11 roku życia razem z moim kolegą Marcinem, po namowie mej serdecznej przyjaciółki - Karoli, zacząłem uczęszczać do ZHP, a dokładniej 42DH. Harcerstwo to coś co uczy życia, zaradności, odpowiedzialności za innych i siebie. Dzięki Prawu i Przyrzeczeniu Harcerskiemu potrafię "żyć, by lepszy wydawał się świat". Razem z drużyną po raz pierwszy w życiu zobaczyłem Sudety i razem z drużyną przeżyłem wiele miłych chwil. Szczerze mówiąc, na początku miałem wiele wahań co do przystąpienia do tej organizacji, ale teraz na 100% z tego nie zrezygnuję... Więcej informacji o drużynie na: www.42dh.prv.pl Od 2005 roku istnieje prowadzona przez moją mamę grupa KPP "Sępy" działająca przy SP.22 w Katowicach. Od założenia jestem do niej zapisany. Wyjazdy conajmniej raz w miesiącu tak mnie "kręcą", że nie wyobrażam sobie, żeby KPP nie miało istnieć. Chyba każdemu podobałyby się takie przygody jak lot balonem, żeglowanie, spanie w kopalni itd., a my na szczęście to przeżyliśmy. Naszym największym obecnie marzeniem jest zdobycie Korony Gór Polski. W kwietniu 2008 roku przewidziana jest pierwsza wycieczka, na Czupel i Skrzyczne. Właśnie tu...na katowickim Załężu poznałem wiele wartościowych i godnych zaufania osób. Więcej informacji o grupie na: www.kpp.sepy.prv.pl  Od krótkiego czasu zajmuję się również akwarystyką. W mieszkaniu posiadam małe akwarium z kilkoma patyczakami. Straszyki są bardzo łatwe w pielęgnowaniu. Wystarczy mieć w miarę wysokie akwarium, aby mogły się swobodnie poruszać i raz na jakiś czas spryskiwać ścianki wodą. Piciem nie trzeba się martwić, bo piją z kropel pozostawionych właśnie na ściankach. Jeżeli chodzi o jedzenie, to ogólnie zielenina różnego rodzaju, ale unikać roślin doniczkowych. Chociaż moje patyczki lubują się w liściach fikusa. W akwarium powinna znajdować się conajmniej 5 cm. warstwa torfu i dużo patyków, aby patyczaki miały się gdzie kamuflować. W moim zbiorze zwierząt akwariowych są też ryby. Wbrew pozorom początkowe wydatki na te milutkie stworzenia są dość wysokie.Należy zaopatrzyć się w odpowiednio duże akwarium, filtr, napowietrzacz i grzałkę do wody, do tego dochodzą również ozdoby akwariowe, na przykład roślinki, i w końcu same ryby. W moim przypadku cena zakupu wszystkich potrzebnych rzeczy przekroczyła grubo 200 zł. Ale po czasie nie żałuję. Potrafię godzinami wpatrywać się w ryby i domyślać się ich sekretów. Być może jeżeli jednak kogoś nie stać na taki wydatek, równie dużą frajdę sprawi kupienie jednego bojownika do kuli. I ja właśnie na początku miałem taki plan, a skończyło się na 25 litrowym akwariowych i wyżej podanym koszcie. Oprócz wcześniej wymienionych "żyjątek" posiadam również koszatniczkę. To bardzo miłe zwierzątko, które ciągle poszukuje nowych przygód i kontaktów. Dużą i chyba jedyną wadą posiadania tego gryzonia jest jego potrzeba ciągłego wybiegania się, więc co za tym idzie trzeba zaopatrzyć się w dużą klatkę, najlepiej z różnego rodzaju drabinkami, pięterkami, kołowrotkami itp. Przy karmieniu koszatniczki trzeba bardzo uważać na to, aby nie dać jej nic słodkiego. Te miłe zwierzątka są bardzo podatne na cukrzycę. Owy przemiły zwierzaczek przysparza tyle radości, że bez chwili wahania każdemu go polecam!!! Oprócz wyżej wymienionych zainteresowań, bardzo ważną rolę w moim życiu zajmuje sport. Nie potrafię bezczynnie siedzieć w domu, myśląc, że w tym czasie mogłem zrobić coś innego na świeżym powietrzu. Nie raz, nie dwa, razem z moim tatą w środku nocy wychodzimy z domu i przez mniej więcej godzinę biegamy po lasach, które na szczęście są bardzo blisko mojego domu. Staram się uprawiać każdą dyscyplinę sportową...  od biegania, aż po sporty ekstremalne, które ostatnio bardzo mnie zafascynowały. A zacząłem od ZORBING`u: Zorbs Dwane i Andrew Awers stworzyli plastikową kulę. Początkowo metrowej szerokości, która została jednak bardzo szybko powiększona i obecnie jej szerokość waha się od 3,2 metra do nawet 4 metrów. Kula toczy się po stokach i łagodnych dolinach, dostarcza niesamowitych wrażeń śmiałkowi, który znajduje się w jej środku. Owa kula zbudowana jest z niezwykle wytrzymałego materiały pleksiglasu, dodatkowo wzmocniona mocnym rusztowaniem z lin. Dostarcza niesamowitych wrażeń. Uczestnik „uwięziony” w kuli sam decyduje i obiera tor turlania się. Moim marzeniem jest skok na bungee na 18 urodziny i skok ze spadochronem z samolotu (nie wiem jakim cudem miałbym się odważyć), ale to jak narazie zostaje w sferze marzeń, które są po to by je realizować... Jeżeli przeczytałeś to wszystko i dotąd doszedłeś, znaczy to, że jesteś człowiekiem, który łatwo się nie poddaje i wytrwale dąży do celu...masz u mnie dużego PLUSA ;-)
|